Zbyt mała częstotliwość kursowania niektórych linii
Prawda jest taka, że w roku szkolnym mam mało czasu, a nawet bardzo mało. Moje wszystkie przyjemności, marzenia i pasje muszę odkładać w kąt, poddać się nauce i szkole. Ciężko jest to wszystko pogodzić.
W tygodniu szkolnym mieszkam u cioci. W domu jestem tak naprawdę przez sobotę i niedzielę. Mam bardzo mało czasu na prowadzenie bloga, ale za żadne skarby się teraz nie poddam. Za dużo było tych przerw. Teraz pora na coś więcej. Tylko ciężką pracą można osiągnąć coś więcej! Nie chcę obiecywać niczego wam, ja obiecuję sobie i słowa zamierzam dotrzymać.
Dawniej miałam okazję podjąć współpracę ze sklepem internetowym ZAFUL. Od tamtego czasu składam tam zamówienia raz na miesiąc. ZAFUL to zdecydowanie najlepszy sklep w tym stylu. Ich ubrania zazwyczaj są dobrej jakości, tabela rozmiarów ani trochę nie oszukuje, a przesyłka przychodzi dość szybko. Jak wszystkim dobrze wiadomo - wielkimi krokami nadchodzi jesień, a w te porę roku stawiam głównie na swetry. Z tego powodu kategoria zatytułowana - SWEATER COTTON - (swetry z bawełny) jest najczęściej odwiedzaną przeze mnie stroną. Wszystkim ją bardzo serdecznie polecam!

Czy gdy mijasz kogoś na ulicy staje się on dla Ciebie ważną osobą? Prawda jest taka, że nie zwracamy uwagi na ludzi. Wszyscy, których mijamy zlewają się w tłum i pozostają nam obojętni...
Moje życie mimo, że krótkie to pozwoliło mi na poznanie wielu wspaniałych (oczywiście też mniej wspaniałych) duszyczek. Z każdą z tych osób starałam, bądź dalej staram (zależy od sytuacji) utrzymywać stały kontakt. Jak nie znajomi z obozów, szkoły, to nawet i czytelnicy. Lubię poznawać nowe osoby. Mogę przysiąść, że to jedna z najfajniejszych rzeczy w życiu... Niestety czasem trafiamy na nieodpowiednią osobę. Zawsze ktoś taki musi się znaleźć. Tak jak pisałam już w poprzednim poście - KAŻDY ZAKŁADA MASKI - i taka szczera, sympatyczna osoba z pozoru, może okazać się w rzeczywistości zwyczajnym zdrajcą. Taka osoba jest w stanie odebrać nam wszystko...
Czy trafisz na niego? Tak, każdy z nas trafił i trafiać będzie. Pytanie jednak jest inne: dlaczego taka osoba przy nas jest? Może zwykłe czerpanie korzyści, może "fejm" w szkole, super ciuchy, pieniądze, a może ma poczucie bycia lepszym od nas? Prawda jest taka, że na takich ludzi trzeba uważać, kończyć takie znajomości i jak najszybciej o nich zapomnieć.
Bardzo często starałam się zatrzymać pewne osoby przy sobie. To czy zostały, czy nie - ich decyzja. Wiele osób uciekło, bo nie widziało już we mnie więcej korzyści, albo kilometry pokrzyżowały drogi. Parę osób mnie wystawiło, a inne wyśmiały. W tej chwili wolę pięć razy przemyśleć sprawę i zastanowić się dokładnie komu ufać, a komu nie. Mimo wszystko pamiętajcie - zawsze gdzieś tam czekają na nas osoby, które nas polubią, zaakceptują i będzie im na nas bardzo zależeć. Dlatego uzbrajamy się w cierpliwość, oczy trzymamy szeroko otwarte i zaczynamy myśleć logicznie!
Podobny post już kiedyś gościł na moim blogu <KLIK>. Nie był jednak zbytnio dopracowany. Może dlatego, że byłam zbyt młoda by spostrzegać wszystko tak, jak robię to dzisiaj. Dlatego teraz zrobię to jeszcze raz, od nowa i troszkę lepiej...
Prawda jest taka, że każdy z nas zakłada maski. Jeśli sądzisz, że Ty tego nie robisz to uświadomię Cię jak bardzo się mylisz.
Nasze życie jest sceną, a my aktorami. Codziennie stajemy na estradzie i naszym zadaniem jest odegranie pewnej roli. Przykładem może być fakt, że po nieprzespanej nocy uśmiechamy się, aby dobrze zacząć kolejny dzień i pokazać innym, że wszystko u nas w porządku. Robi to każdy i praktycznie zawsze. Zachowuję się tak nawet i ja...
W moich pierwszych miesiącach prowadzenia bloga starałam się każdego uszczęśliwić. Dodawać posty i zdjęcia, które chcielibyście czytać i oglądać. Teksty musiały być na czas, a jednocześnie dopracowane. Robiłam coś mimo, że nie miałam na to ochoty. Chodziłam na sesje i pisałam, chociaż miałam ochotę tak naprawdę poleżeć oglądając serial. W tym wszystkim zaczęłam się jakoś gubić i nie czerpałam przyjemności z tego co robiłam. Moja maska zaczęła strasznie uwierać i to właśnie w tamtym momencie nastąpiły duże zmiany, które mogliście zauważyć chociażby na blogu. Pamiętam, że miałam pewną przerwę w blogowaniu (i to nie jeden raz) właśnie przez to, że nie czułam satysfakcji z tego co robiłam, bo robiłam to z przymusu.
Z pewnością możecie zauważyć, że nie piszę już tylko postów z przemyśleniami, ale recenzje książek, filmów, a nawet wyjaśniam dlaczego lubię zieloną herbatę.
Prawda jest taka, że gdy musisz iść do pracy jesteś zmuszony do założenia maski wzorowego pracownika, gdy zmierzasz do szkoły - maskę wzorowego ucznia... Jak widzicie w niektórych sytuacjach nie da się uniknąć tego, by nie uwierał nas fakt o byciu kimś, kim nie jesteśmy w rzeczywistości. Czujemy się z tym źle. Zauważamy, że to nie jesteśmy my, bo przecież my się tak nie zachowujemy. Jesteśmy zmuszeni do przypisania cech, które nie są nasze.
Przytoczę chociażby popularną grę The Sims, w której ludzie czasem tworzą swoje rodziny. W kreatorze postaci tworzymy zupełnie inną sylwetkę, niż mamy w realnym życiu, nadajemy swoim postaciom cechy, których nie posiadamy, a na koniec nazywamy ich swoim imieniem i nazwiskiem. Tak samo jest w Internecie - tworzymy konta, nadajemy różne nicki, upodobania... i na końcu śmiejemy z kogoś, komu w rzeczywistości nie potrafilibyśmy zaśmiać się w twarz. Przecież w wielu przypadkach, nie ściągniemy naszej maski...
Nasi znajomi, ludzie, których oglądamy na Youtube, Instagramie na pierwszy rzut oka mogą wydawać się bardzo zadowoleni ze swojego życia, ale tak naprawdę nie mamy pojęcia, czy godzinę temu nie zacierali łez po kolejnym najgorszym dniu.
Czy jest to dobre? Sądzę, że tak o ile wykorzystujemy to w dobry sposób. Gdy udajemy przesadnie zadowolonych i uśmiechamy się pomimo, że w środku wszystko nam się rozpada... Sądzę, że to nie jest gra warta świeczki.
Gdy chcemy odkryć prawdę w człowieku i odkryć jego niektóre cechy musimy dobrze się mu przyjrzeć. Pragnę przysiąść, że wiele osób tego nie robi.
Maska to bariera, która pozwala ochronić nas przed otaczającym nas światem. Kryjemy się pod nią, aby nie zostać upokorzonym, odtrąconym. Jednak pamiętajcie, że te bariery okazują się pozorami, a jak dobrze wiemy - pozory potrafią mylić.
Maska jest szczególnie dobra wtedy, gdy chcemy dopuścić do siebie tylko te wyjątkowe osoby, które czasem jednak okazują się zupełnie innymi niż w rzeczywistości - w końcu oni również zakładają maski.
Zainteresowanie poprzednim postem było spore, co było dla mnie znakiem, że oczekujecie kolejnych ciekawych filmów. Jeżeli nie widzieliście poprzedniego wpisu to koniecznie musicie go zobaczyć klikając TUTAJ!
Dzisiaj na pierwszy ogień idzie "Now is good" z 2012 roku.
Film opowiada o umierającej na białaczkę Tessie, która postanowiła swoje życie wykorzystać jak najlepiej. Siedemnastolatka stworzyła więc listę, która ma jej ułatwić przejście "wczesnego" etapu dojrzewania i wejście w dorosłe życie. Dziewczyna chce stracić dziewictwo, spróbować narkotyków. Rodzina stara się pogodzić z przyszłą utratą Tessy, a ona z determinacją odkrywa nieznane życie i zdobywa nowe doświadczenie... Na jej drodze staje jednak pewien chłopak z sąsiedztwa - Adam... Tessa niestety nie planowała jego obecności...
Nasza bohaterka dokładnie pamięta moment, w którym zobaczyła go pierwszy raz. Okazuje się, że to z nim chodziła na angielski dla zaawansowanych i to właśnie z nim ląduje w jednej ławce. Jej zachwyt nie trwał jednak zbyt długo, bo za jego karygodne zachowanie nauczycielka kazała mu się przenieść do pierwszej ławki i zamienić się miejscami z Maxem - nerdem w okularach. Okazuję się, że to kuzyn Ryana, a Paige zostaje z nim w przyjacielskich stosunkach. Siedemnastolatka stopniowo coraz bardziej dogaduje się z chłopcami i odkrywa, że to nie tylko rodzinne powiązanie są powodem, dla którego chce spotykać się z Ryanem.
Nie chcę już przepraszać i mówić, że takie zniknięcie się już nie powtórzy. Zawsze jest tak samo. Blogowanie mnie zadowala, wszystko jest w porządku i nagle dzieje się coś, co obraca moje życie o 180 stopni. W większej ilości takich przypadków nie wiem jak sobie poradzić i po prostu... uciekam.
Tak było też teraz. Duży nakład obowiązków (głównie mówię tu o tych związanych z blogiem) przyczynił się do tego, że poczułam się w miarę spełniona. Na tamtą chwilę stwierdziłam, że mam naprawdę dużo. Wspaniali czytelnicy, współprace, zarobek... No bo czego chcieć więcej?
Z perspektywy czasu muszę przyznać, byłam idiotką. Zrezygnowałam z czegoś co dawało mi radość, poczucie wartości, spełnienia i możliwość realizacji swoich pasji czy nawet poznawania nowych wartości.
Zresztą... po co do tego wracać? Chyba pora zająć się czymś serio istotnym.
Jak widzicie, znowu nowy szablon. Ze starego zrezygnowałam, bo przypominał mi czas zastoju na moim blogu. Ze względu na brak czasu nie będę wykonywała szablonów, nagłówków i grafik na zamówienie. Posty będę starała się wrzucać jak dawniej, w każdy piątek.
Nowe serie. Nowe pomysły. Nowa ja.